Posts tagged “religia

Theyyam – kiedy mężczyzna staje się bogiem

India_Kerala_theyyam, DSC_5842

Theyyam to starożytny rytuał praktykowany w południowo-indyjskim stanie Kerala, podczas którego wybrani mężczyźni stają się bóstwami. Aby tak się stało muszą oni przejść szereg mentalnych, fizycznych i duchowych przygotowań. Na koniec ubrani w olśniewające kostiumy, ozdoby na głowach i z makijażami przypominających maski i ukrywającymi ich prawdziwe twarze, zmieniają swój stan świadomości.

India_Kerala_theyyam, DSC_5842 Czytaj dalej »

Pin It

Malezja na sposób chiński

Malezja, Kuala Lumpur. Świątynia Guandi.

Uwielbiam. Tak po prostu. Zresztą sami zobaczcie, dlaczego.

Malezja, Kuala Lumpur. Świątynia Guandi.

Malezja, Kuala Lumpur. Świątynia Guandi.


Czytaj dalej »

Pin It

Pocztówka z Korzoku

Indie, Ladakh. Stupy w Korzoku.

Pin It

Z życia birmańskiego mnicha

Wstaje wczesnym rankiem. Po porannej modlitwie wyrusza do domów birmańskich buddystów po datki – najczęściej ryż, rzadziej owoce. Po śniadaniu jest czas na naukę, bo klasztor zastępuje szkołę tym wszystkim dzieciom, których rodzin nie byłoby stać na zwykłą państwową edukację.

Posiłek zjadany około południa jest ostatnim w ciągu dnia. Jedynie dla najmłodszych mnichów, zwanych samanera, robi się wyjątek pozwalając im czasem na drobne przekąski. Potem znowu szkoła, modlitwa, aż wreszcie nadchodzi upragnione popołudnie – czas kiedy można spotkać się ze znajomymi, pograć w piłkę, przejść na spacer czy… przygotować się do kolejnego dnia w klasztorze.

Mnisia miseczka, do której zbierany jest ryż i inne datki.

Czytaj dalej »

Pin It

Sadhu


Sadhu to hinduski święty mąż i jednocześnie wędrowny asceta, którego spotkać można na ulicach wielu indyjskich miast i miasteczek. Słowo „sadhu” w sanskrycie oznacza „dobrego człowieka”, czyli w tym znaczeniu takiego, który zrezygnował z przyjemności i zdecydował się na życie w samotności koncentrując się na swoim rozwoju duchowym. To dlatego owi mężczyźni najczęściej zakładają szaty w kolorze ochry symbolizującym wyrzeczenie się.

Tyle przynajmniej mówi teoria. W praktyce wielu sadhu, których spotyka się na ulicach, to jedynie osoby pragnące zarobić kilka rupii pozując turystom do zdjęć. Często to po prostu zwykli przebierańcy, których potem można zobaczyć na wielu zdjęciach przywiezionych z Indii czy Nepalu.

Tego sadhu spotkałam na jednej z uliczek w Puskharze. Jego stopy wyglądały tak, jakby przeszedł dziesiątki kilometrów.
Czy był „prawdziwy”?
Nie wiem.

Pin It

W Pushkarze czyli tam, gdzie święte jezioro

Odsłona 1. Znajduję słynne święte jezioro. Nie mija nawet minuta, kiedy pojawia się kapłan proponujący odprawienie puji, czyli złożenie swego rodzaju hinduskiej ofiary. Zastanawiam się, czy faktycznie jest kapłanem, czy jedynie się pod niego podszywa, bo to podobno bardzo popularny proceder w Pushkarze. Nie sprawdzam, nie dostaję czerwonej nitki do noszenia na nadgarstku, nie płacę za puję, więc kapłan się na mnie obraża i mruczy coś średnio ciekawego pod nosem. Takich jak on spotykam na każdym kroku. Średnio co 10 – 15 minut wliczając w to panów proponujących mi wrzucenie kwiatków do jeziora.

Odsłona 2. Kiedy schodzę do jeziora, widzę napisy „NO PHOTOGRAPHY”. Załamuję się. Potem na szczęście okazuje się, że w rzeczywistości zakazy dotyczą tylko niektórych miejsc.

Odsłona 3. Ghaty, czyli schody wiodące do świętego jeziora, są brudne. Zresztą „brudne” to słowo, które nie do końca oddaje rzeczywistość. Dodatkowo są tak bardzo nagrzane od słońca, że nie sposób na nich stanąć gołą stopą. A tylko gołą stopą stanąć można. Odczuwam nawet różnicę w temperaturze pomiędzy kamieniami w kolorze piaskowym i tymi bardziej czerwonymi. Czerwone są jeszcze cieplejsze! Takich ghatów wokół jeziora jest dokładnie 52.

Odsłona 4. Siadam. Wokół mnie mnóstwo pielgrzymów, którzy przybyli w to jedno z najświętszych miejsc dla wyznawców hinduizmu. Kąpią się w wodzie, składają ofiary, gra fajna muzyka. Miejsce nieporównywalne do żadnego innego. Ale też żadne inne jezioro nie powstało z kwiata lotosu rzuconego na ziemię przez Brahmę. Zresztą nazwa „Pushkar” znaczy w sanskrycie właśnie tyle co „niebieski kwiat lotosu”.

Odsłona 5. Zachód słońca. Czas ostatnich kąpieli i powrotu do swoich domów, hoteli i innych przybytków. W wodzie pluskają się również psy. Dopiero teraz, kiedy temperatura nieco spadła, mają siłę na jakąkolwiek aktywność.

Odsłona 6. Poranek. Spotykam panów suszących na słońcu swoje turbany i zachwycam się barwami. Nieopodal krowy dostają swoją codzienną porcję chapati.

Odsłona 7. W południe mam ochotę na małe zakupy, bo sklepów i straganów tu całe setki, ale uciekam do hotelu. Za gorąco.

Odsłona 8. Wieczorem spotykam wielką grupę pielgrzymów z okolic Jaisalmeru. Kolory sari sprawiają, że przystaję i robię zdjęcia. Kobiety wołają mnie do siebie i tak zaczyna się swego rodzaju sesja foto.

Odsłona 9. Kupuję płytę z muzyką, która słyszałam przy ghatach, a potem jej słucham wieczorem. Jeśli macie ochotę, też możecie posłuchać (z góry uprzedzam, że kawałek jest baaardzo długi):


Sadhu wieczorową porą.

Czytaj dalej »

Pin It

  • RSS
  • Facebook
  • Flickr