Posts tagged “praca

Nepalscy tragarze

Nepal_Himalayas_porter, DSC_9574

Ten, kto był w Nepalu, widział, jak nieprawdopodobne ciężary noszą na swoich plecach tamtejsi tragarze. Ten, kto w Nepalu do tej pory nie był, na pewno o nich słyszał. Pracując dla wypraw w Himalaje, zwykłych trekkingów w górskich rejonach lub po prostu zaopatrując himalajskie wioski i hotele, tragarze noszą na swoich głowach ładunki przekraczające czasem wagę ich ciała korzystając zazwyczaj z bambusowych koszy umocowanych na głowie za pomocą specjalnej opaski i podpierając się specjalną laską zwaną tokma.

O nepalskich tragarzach napisano już dużo, więc nie chcę w tej chwili wchodzić w szczegóły ich niełatwej egzystencji, zamieszczam tylko tych kilka zdjęć, zrobionych prawie trzy lata temu, a dziś wygrzebanych z czeluści dysku.

Nepal_Himalayas_porter, DSC_9422 Czytaj dalej »

Pin It

Wodorostowi farmerzy z Nusa Lembongan

Na brzegu zbierają się kobiety i mężczyźni z przygotowanymi uprzednio bambusowymi koszami. Potem powoli wypływają w morze na swoich maleńkich łódkach. Tak, to bez wątpienia odpływ, bo właśnie wtedy wodorostowi farmerzy wyruszają na swoje morskie poletka. Woda sięga im wówczas zaledwie do bioder, więc brodząc w niej, zbierają wodorosty.

Potem oddzielą dojrzałe od tych zupełnie młodych. Te ostatnie wrócą na pole, aby dojrzeć. Zostaną nawleczone na sznurki i przyczepione do niewysokich pali wbitych w dno morza. Pozostała część wyschnie w słońcu, aż w końcu trafi do lokalnego skupu, a potem najczęściej do producentów kosmetyków.

Uprawa wodorostów stanowi główny dochód mieszkańców Nusa Lembongan i zajmują się nią prawie wszystkie rodziny. Jedna osoba w ciągu miesiąca jest w stanie zarobić ok. 800.000 tys. indonezyjskich rupii, czyli ok. 95 dolarów).
Czy to dużo?

– Nie… To nie wystarcza. – opowiada mi Ketut, który od lat próbuje się utrzymać z połowu wodorostów. – Obliczyłem niedawno, że aby utrzymać moją 5-osobową rodzinę potrzebowałbym min. 100.000 rupii dziennie.

Też próbuję to sobie obliczyć. I nie chce wyjść inaczej – nawet, jeśli zarówno Ketut i jego żona będą zbierali wodorosty, są w stanie zarobić jedynie 1,5 – 1,6 mln rupii, co wystarczy im jedynie na połowę miesiąca. Co z drugą połową? Ketut nie odpowiedział na moje pytanie, a jedynie wzruszył ramionami.

Dlaczego nie są w stanie się utrzymać?
Bo na wyspie nic nie rośnie, oprócz palm kokosowych.
– Wszystko musimy kupować. – mówi Ketut. – Codziennie przypływa łódka z Bali i zaopatruje nas w warzywa, ryż, a nawet wodę, bo miejscowa jest zbyt słona, aby mogła nadawać się do spożycia.

Kilka miesięcy temu Ketut wybudował dwa drewniane domki, w których mogą zatrzymać się turyści. Niedaleko plaży otworzył warung, w którym można zjeść m. in. pysznego tuńczyka. Jego rodzinie zaczyna powodzić się teraz o wiele lepiej, niż to bywało jeszcze rok temu.

p. s. gdyby ktoś był zainteresowany kontaktem do Ketuta, mam jedynie nr telefonu, bo Ketut nie posiada ani strony internetowej, ani nawet e-maila.

Seaweed farmers from Nusa Lembongan. Indonesia, Bali. Travel photography, photos from Indonesia, nusa lembongan, beach, ania blazejewska, seaweedNusa Lembongan. Zbieraczka wodorostów.
Czytaj dalej »

Pin It

Portrety zbieraczek herbaty ze Sri Lanki

O wspaniale zielonych plantacjach herbaty na Sri Lance oraz ciężkiej tam pracy pisałam już jakiś czas temu.
Zainteresowanych tematem zapraszam do przeczytania wpisu: Zielono mi.


Dzisiaj wrzucam tu jedynie trochę portretów tych ciężko pracujących pań – zbieraczek herbaty z Cejlonu. Zdjęcia są sprzed około dwóch lat, ale przyznaję, że cały czas je lubię:)

Sri Lanka, Ella. Portrait of a tea picker. Tea plantations. Ceylon. Tea bushes. Travel photography. Zbieraczka herbaty. Cejlon. Zdjęcia ze Sri Lanki. Plantacje herbaty. Krzewy herbaciane. Ania Błażejewska. Czytaj dalej »

Pin It

Zdjęcie na niedzielę: Nepalski tragarz we mgle

Nepal_Himalayas_porter, DSC_9574

To był ostatni dzień w Himalajach. Pogoda niestety nie dopisała i już rankiem nad Namche Bazaar zebrały się ciężkie chmury, z których co jakiś czas lały się strugi deszczu. Mimo tego, trzeba było ruszać.

Droga do Lukli zdawała się nie mieć końca. Na szczęście mniej więcej po godzinie przestało padać, ale chmury nadal wisiały nisko nad ziemią bardzo ograniczając widoczność. Było mglisto, zimno i nieprzyjemnie.

Z jednej z chmur wyłonił się zziębnięty tragarz. Na głowie miał umocowany ciężki kosz i szedł pod górę równym, choć wolnym krokiem. Zapewne miał jeszcze sporo kilometrów do przejścia tego dnia.

Pin It

Migawki znad Inle Lake

Birmańskie jezioro Inle tonie w delikatnej mgiełce prawie każdego ranka. To właśnie ta pora dnia, kiedy jezioro zachwyca najbardziej. Wówczas na wody Inle wypływają rybacy, a na kanale łączącym miasteczko Nyaungshwe z otwartym akwenem mijają się łódki z turystami i te z mieszkańcami pobliskich wiosek dostarczającymi warzywa i owoce na lokalny targ.

Życie nad jeziorem toczy się na wodzie. To w niej lud Intha wybudował swoje drewniane domy, świątynie, buddyjskie klasztory, a nawet sklepy i szkoły.

Podstawowym środkiem transportu są rzecz jasna łodzie i zupełnie maleńkie łódki.

Mówi się też, że dzieci z wiosek położonych nad jeziorem Inle najpierw uczą się pływać, a dopiero potem nabywają umiejętność chodzenia i myślę, że sporo w tym prawdy.

Ale zastanawiam się, gdzie „wychodzą na spacer” psiaki mieszkające w domach na palach?

Ostatnio znalazłam kilka zdjęć, które nigdzie jeszcze nie były publikowane. Poniżej więc kilka nowości i trochę fot, które być może gdzieś już mieliście okazję zobaczyć.

Połów nad jeziorem Inle.

Czytaj dalej »

Pin It

Zdjęcie na niedzielę: Sprzedawca pawich piór

Peacock feather seller from Jaisalmer, India, Rajasthan, travel photography, turban,ania błażejewska, zdjęcia z indii, radżastan, pawie pióra Był wczesny ranek, kiedy wracałam znad jaisalmerskiego jeziora. Siedział na murku nieopodal fortu w intensywnie pomarańczowym turbanie na głowie i w otoczeniu pawich piór. Czekał na swoich pierwszych klientów.

Z ciekawości nawet zapytałam, ile kosztowałby pawi wachlarz. Kwota, która podał, nieco powaliła mnie na kolana.

Mimo tego, że nic nie kupiłam, nie miał nic przeciwko temu, abym zrobiła mu zdjęcie.
No problem. – oznajmił, kiedy zapytałam. – Ja jestem bardzo sławnym człowiekiem. Zrobiono mi już ponad cztery tysiące zdjęć.

Na dowód swojej sławy dumnie wyciągnął z torby teczkę, a z niej stare wydanie niemieckiego pisma GEO, na którego okładce od razu rozpoznałam jego uśmiechniętą twarz.

Pan Kalicharan Singh jest licencjonowanym sprzedawcą pawich piór, którego spotkać można w Jaisalmerze. Być może też mieliście okazję go poznać.

Mam jego wizytówkę, bo obiecałam, że gdyby ktoś kiedyś w przyszłości zdecydował się na publikację jego fotografii, prześlę mu kolejne pismo do jego teczki:)

Pin It

  • RSS
  • Facebook
  • Flickr