Posts tagged “podróże

Wieczór w Lovina Beach

Lovina to taka miejscowość turystyczna na północy Bali. W ogóle nie planowałam tam jechać, ale potem okazało się, że z Bedugul mogę wyruszyć jedynie w górę lub dół mapy, przy czym ta druga opcja oznacza powrót do Ubud, naturalnym wyborem stała się zatem Lovina. Choć z pewnością nie był to wybór idealny.

Plaża jest tam ciemna, nieopodal niej wybudowano dziesiątki hoteli i hotelików, a główną atrakcją miejscowości są rejsy statkiem, podczas których można obserwować delfiny. Najlepiej o wschodzie lub zachodzie słońca. Nie dla mnie coś takiego. Lovina znudziła mi się po kilku zaledwie godzinach, więc zaraz następnego dnia pojechałam dalej. Z jednodniowego tam pobytu zostało mi zaledwie kilka zdjęć.

Lovina Beach, Bali, Indonesia, Ania Błażejewska, travel photography Czytaj dalej »

Pin It

Tegallalang, czyli znowu na zielono

Temat tarasów ryżowych w Tegallalang miał się tu pojawić dawno temu. Potem jednak, kiedy zobaczyłam, jak rośnie ryż w Jatiluwih, te o wiele mniej okazałe pola ryżowe w Tegallalang wydały mi się niewarte osobnego wpisu. Teraz, patrząc już z dystansu, widzę, że jednak mają swój urok. Może nie tak łatwo go czasem zauważyć przedzierając się przez hordy turystów przywiezionych na miejsce w wielkich autokarach, ale są momenty, kiedy bywa tam pięknie. No i odległość – z Ubud to jedynie około 15 minut jazdy na skuterze, a do wyboru dwie trasy: pierwsza to jedna z głównych dróg, pełna warsztatów, w których można kupić lokalne rękodzieło, i druga, moja ulubiona, węższa i spokojniejsza droga, wiodąca przez pola ryżowe.
Po prostu trzeba tam pojechać!

Tegallalang_rice_terraces_Indonesia_Bali_DSC_2905 Czytaj dalej »

Pin It

Gili Gili

Selamat datang di Gili Trawangan*. Najpierw jest główna uliczka. Sklepiki. Restauracje. Mniejsze knajpki. W tej po prawej grają Boba Marleya. W tej po lewej Prodigy. Zlewa się to wszystko w jedną, nierozpoznawalną całość. Po bocznych uliczkach biegają kury, rankiem wszystkich wokół budzą przekrzykujące się nawzajem, choć czasem nieco zachrypnięte koguty. Z Gili kojarzy się jeszcze lazur wody, taki prawdziwie „pocztówkowy”. Plaża? Jest i owszem, ale wąska. Piasek brudny, wokół sporo śmieci i jeszcze więcej ludzi. Do wody wejść niełatwo, bo sporo kamieni, muszelek i szczątków pobliskiej rafy. W wodzie kolorowe rybki.

Ma ktoś ochotę na pizzę, spaghetti albo hamburgera? Proszę bardzo, dostępne wszędzie. Indonezyjski nasi goreng*** to już nie tak oczywista sprawa. Jest jeszcze piwo Bintang (min. 20 tys. rupii** za małą butelkę), koktajle wszelkiego typu i magiczne grzybki dla poszukujących dodatkowych wrażeń.

Selamat datang di Gili Meno. Główna uliczka to głównie piasek, boczne wyglądają tak samo, jak na większej wyspie. Kolor wody równie przepiękny, plaża tak samo nieciekawa. Różnice? Większy spokój i wyższe ceny. 20 tys. rupii już nie wystarczy na Bintanga.

Selamat datang di Gili Air? Nie, jakoś nie miałam ochoty sprawdzać, czy trzecia z indonezyjskich wysp Gili ma szansę mi się spodobać.

To po prostu miejsce nie dla mnie. Ale z czystym sumieniem mogę napisać, że byłam, widziałam i nie zamierzam tam nigdy wracać.

*Witamy na Gili Trawangan
** 20 tys. rupii = ok. 2,5 USD
*** Smażony ryż z warzywami i kurczakiem lub innymi dodatkami – najbardziej popularne indonezyjskie danie.

Gili Islands_Gili Trawangan_Gili Meno_ Indonesia, Lombok_1 Czytaj dalej »

Pin It

Pozdrowienia z Bali

No cóż….
Zaniedbałam bloga całkowicie, bo to albo zupełnie nie byłam w nastroju, albo w nastroju może i byłam, ale czasu nie miałam, żeby ze spokojem usiąść, albo miałam i nastrój i czas, ale nie było internetu.

Mam nadzieję to wszystko niebawem nadrobić:) Może jeszcze dzisiaj uda mi się przygotować coś dłuższego.
Tymczasem jestem w Ubud na Bali, mieszkam u balijskiej rodziny i być może spędzę tu trochę czasu. Jak długo tu zostanę, nie wiem, bo zupełnie nie chce mi się niczego planować.

Pozdrawiam!

Ramajana Dance, Ubud, Bali. Indonesia. ania Blazejewska, Travel photos Indonezja, Ubud. Ramajana Dance – jedno z lokalnych przedstawień.

Pin It

O żywej bogini, marihuanie i bezgłowych bykach

„Najpierw jest hałas. Setki rowerowych ryksz, zdezelowanych samochodów oraz wszechobecne motocykle głośno trąbiąc zaznaczają swoją obecność na drodze. W powietrzu przesyconym zapachem kadzideł unoszą się tumany kurzu. Barwnie ubrani Nepalczycy przekrzykują się robiąc zakupy, a modląc się uderzają w dzwony (…)”

To tylko fragment mojego artykułu o Kathmandu. Ciąg dalszy znajdziecie na stronie serwisu podróżniczego rp.pl

Pin It

Jodhpur nie tylko na niebiesko

To już pewne, że właśnie Jodhpur jest moim ulubionym miastem Rajasthanu.
Lubię go dlatego, że bardzo łatwo spotkać tam sympatycznych mieszkańców; cenię sobie spokój starego miasta i bez problemu jestem w stanie znieść nieprawdopodobny hałas w części nowej. Lubię nawet te wieczne przepychanki z krowami w wąskich uliczkach. No i niebieski to jeden z moich ulubionych kolorów.

Tak naprawdę nie wszystkie domy w Jodhpurze są niebieskie, ale znakomita ich większość. Tradycyjnie błękit był kolorem braminów, najwyższej kasty w Indiach, ale od pewnego czasu nie tylko oni malują swoje domy farbą w tym kolorze. Powód? Wiara, że błękit odstraszy wszelkiego rodzaju insekty.

Nad miastem góruje zbudowany w XVI wieku fort Mehrangarh, podobno najwspanialsza tego typu budowla w całym Rajasthanie. Faktycznie jest olbrzymi, ale nie jestem pewna, czy faktycznie najwspanialszy…

Najbardziej podobało mi się na starym mieście. Mogłabym tam spędzić dni całe i nigdy nie mieć dosyć.

Pan prasowacz i jego wielkie, zabytkowe żelazko.

Czytaj dalej »

Pin It

  • RSS
  • Facebook
  • Flickr