Tawi Tawi

Dzieci z Bongao

The Philippines_Tawi_Tawi_Bongao_children

Wczoraj spędziłam kilka dobrych godzin na lotniskach i w samolotach. Dziś z samego rana wylądowałam na Tawi Tawi, gdzie najpierw przechwycił mnie policjant, któremu musiałam wyjaśnić, dlaczego tu przyjechałam, zostawić wszelkie swoje dane i kilka razy potwierdzić, że „Nie, nie, nie jestem Americana”, aby na koniec zamiast „Have a nice time” usłyszeć „Good luck”. Mniej więcej minutę później na horyzoncie pojawił się lokalny biskup, który zaoferował swój samochód, zresztą jedno z nielicznych aut w mieście. W ten sposób dotarłam do hotelu.

Potem były jeszcze długie spacery, grillowane ryby, „Allahu Akbar” o zachodzie słońca, przynajmniej dwie próby naciągactwa, mnóstwo ciekawskich spojrzeń, tyle samo miłych uśmiechów i jedno wielkie „Wooow, Americana” wymawiane najczęściej z westchnieniem w głosie. Bo turyści tu docierają sporadycznie, a jedynymi obcokrajowcami kojarzonymi przez lokalnych mieszkańców są właśnie Amerykanie.

Najwięcej czasu spędziłam z lokalnymi dziećmi. Rozbrykanymi, rozbawionymi do granic możliwości i zrzucającymi co chwilę ubrania, aby wskoczyć do wody.

Fajne popołudnie.

A jutro nowy dzień:)

The Philippines_Tawi_Tawi_Bongao_childrenThe Philippines_Tawi_Tawi_Bongao_children, DSC_7375

Pin It

  • RSS
  • Facebook
  • Flickr