Bohol

Czasem słońce, czasem deszcz, czyli Czekoladowe Wzgórza przed burzą

The Philippines_,Bohol_Chocolate_Hills, DSC_5786

Ciągle tu jeszcze na Filipinach mamy porę deszczową na i mimo, że z dnia na dzień coraz więcej słońca, to i tak ciągle jeszcze od czasu do czasu przeganiają je potężne chmury – tak jak podczas sobotniej burzy.

Ostatnio lubię deszcz – przynosi zazwyczaj tak potrzebny kilkustopniowy spadek temperatury.

W sobotę zmokłam tylko trochę, ale za jakie piękne światło wokół mnie było:)

The Philippines_,Bohol_Chocolate_Hills, DSC_5786The Philippines_Bohol_Chocolate_Hills, DSC_5773

Pin It

Ciemne chmury nad Panglao Island

The Philippines, Bohol, Panglao Island before storm, DSC_5967

Wierzę, że nic nie zdarza się bez powodu. Bo jak w to nie wierzyć?

W niedzielę rano wyruszyliśmy na kolejny filipiński „island hopping”, tym razem na wyspy Balicasag i Virgin położone na południe od Boholu. I już wtedy mieliśmy pewność, że nie do końca to wszystko wygląda tak, jak powinno.
– Bo najpierw nasza umówiona łódka nie czekała na nas przy Alona Beach – rzekomo z powodu „łapanki” przeprowadzanej właśnie przez straż przybrzeżną i braku stosownej licencji u właściciela łódki.
– Bo zawieziono nas do jakiejś zupełnie nieznanej nam wioski na wyspie Panglao.
– Bo nasza łódka wyglądała tak, jakby to miał być jeden z jej ostatnich rejsów, a jej załoga nie różniła się zbytnio od drugoplanowych bohaterów „Prison Break”.

Tak, nie wyglądało to wszystko różowo, ale mimo wszystko zdecydowaliśmy się z nimi zostać.

Potem jednak też nie było idealnie. Panowie tylko czekali, żeby wracać. Nigdy nie zapomnę, z jaką prędkością zerwali się ze swojego hamaka na Balicasag i pobiegli do łódki, żeby już płynąć, mimo że była dopiero godzina 13.30, a umawialiśmy się na cały dzień. Zacisnęliśmy zęby i wróciliśmy uznając, że nie ma sensu robić awantury.

Miarka przebrała się, kiedy ponownie zamiast na Alona Beach trafiliśmy w zupełnie nieznane nam miejsce, skąd potem jeden z kompletnie pijanych znajomych naszej łódkowej załogi chciał nas zabrać na Alonę motorkiem. Wtedy już nie obyło się bez potężnej kłótni, w wyniku której ostatecznie udało nam się wrócić tam, gdzie chcieliśmy.

Ale do rzeczy.
I jak tu nie wierzyć w zrządzenia losu? Gdybyśmy wzięli jakąkolwiek inną łódkę, nie bylibyśmy w tamtym miejscu (w okolicy Alona Beach nie było tak płytkiej wody). Gdybyśmy naszą łódką wrócili wieczorem, nigdy nie widzielibyśmy takich chmur na horyzoncie. I nigdy nie byłoby tego zdjęcia.

Wierzę, że nic nie dzieje się bez powodu:)

Pin It

  • RSS
  • Facebook
  • Flickr