Laos

Lolo po raz pierwszy

Laos_Muang Sing_Lolo_portrait, DSC_6807

Laos_Muang Sing_Lolo_portrait, DSC_6807 Tak zupełnie na szybko i w międzyczasie, w ramach przeglądania zdjęć z Laosu i przerwy od Kerali – portret dziewczynki Lolo, poznanej 1,5 roku temu w jednej z niewielkich wiosek północnego Laosu.

O Lolo na pewno raz jeszcze będzie, a już jutro powrót do fotografii z południowych Indii, o ile nie macie jeszcze ich dosyć;)

Pin It

Zdjęcie z północnego Laosu w the Newsletter IIAS

Df8OBk-IIAS_NL58_31_1

Ostatnio jedno z moich zdjęć z Nong Khiaw w północnym Laosie opublikowano w „the Newsletter” wydawanym przez holenderski International Institute for Asian Studies. Zainteresowanych treścią odsyłam do artykułu.

Pin It

Vang Vieng, czyli mało Laosu w Laosie

Vang Vieng to małe miasteczko na trasie z Vientiane do popularnego Luang Prabang. Niektórzy przyjeżdżają tam na chwilę, a potem tak bardzo zachwycają się tym miejscem, że nie potrafią wyjechać. Inni uciekają zaraz następnego dnia.

Mnóstwo tam wszelkiego rodzaju barów serwujących tzw. happy drinks, nastrojowych restauracji, w których zasiąść można na wygodnych poduchach, guesthousów i tego wszystkiego, co może przydać się turyście. W ciągu dnia najpopularniejszą rozrywką jest tubing, czyli spływ na sporej wielkości oponach, a wieczorem zaczynają się imprezy, które trwają do białego rana. Do tego setki turystów i… niewielu Laotańczyków (z wyjątkiem tych, którzy pracują w turystyce).

Intensywna zieleń, wapienne skały i rzeka Song co prawda zachwycają, ale to dla mnie trochę za mało. Być może zmieniłabym zdanie, gdybym wypożyczyła rower i zwiedziła okolicę, tak jak to pierwotnie miałam w planach, ale po kilku godzinach spędzonych w Vang Vieng zdecydowałam, że uciekam. Zrobiłam tylko kilka zdjęć malowniczego bambusowego mostu i następnego dnia ruszyłam na północ Laosu pierwszym autobusem.

Laos, Vang Vieng. Bamboo bridge over the Nam song River. Travel Photography. Photos from Laos. Zdjęcia z Laosu. Ania Błażejewska. Czytaj dalej »

Pin It

A gdyby tak popływać łodzią po Mekongu?

– A gdyby tak popływać łodzią po Mekongu? – pomyślałam sobie pewnego dnia i… kilka godzin później faktycznie popłynęłam. Ok, przyznaję, że zrealizować ten pomysł było tak zadziwiająco łatwo tylko dlatego, że przebywałam akurat w Luang Prabang. Szczęście mi dopisało, bo oprócz mnie nie było zbyt wielu chętnych, więc akurat tę konkretną łódkę i towarzystwo jej właściciela miałam jedynie dla siebie. Do tego wspaniałe otoczenie i czego chcieć więcej?;)
Czytaj dalej »

Pin It

Pocztówka z Vientiane

Laos, Vientiane. Stupa Pha That Luang – narodowy symbol Laosu.
Laos, Vientiane. Stupa Pha That Luang – narodowy symbol Laosu.

Pin It

Nam znaczy rzeka

Nam w języku laotańskim znaczy tyle, co rzeka, a Nam Ou to ta z rzek Laosu, na której spędziłam najwięcej czasu. Płynęłam ze wspomnianego tu kiedyś Nong Khiaw aż do Muang Khua, niewielkiej miejscowości na północy kraju.

Dzień, w którym czekała mnie podróż rzeką rozpoczął się wczesnym rankiem. Wyjrzałam wtedy przez okno i zobaczyłam tak silny deszcz, że ponownie zaczęłam rozważać pozostanie dłużej w Nong Khiaw i mojej wygodnej chatce. Faktem jest, że byłoby to mało racjonalne, zatem zmobilizowałam się i ruszyłam na przystań. Około 11.00 odpływały stamtąd łódki w dwóch kierunkach – jedna w dół rzeki, do Luang Prabang, a dwie w górę Nam Ou – do Muang Ngoi Neua albo Muang Khua. W pierwszych dwóch łódkach byli praktycznie sami turyści, w trzeciej tylko ja i kilkunastu Laotańczyków. Nie było mi zbyt wesoło, bo nie dość, że chwilę przedtem pożegnałam się z Carol i Adreasem, wspaniałymi ludźmi, z którymi spędziłam wiele poprzednich dni, to był to jednocześnie mój ostatni dzień w Laosie. Następnego ranka, a właściwie późną nocą, bo jeszcze przed świtem, odjeżdżał z Muang Khua mój autobus do Dien Bien Phu w Wietnamie.

Ciągle padało, kiedy zaczęliśmy płynąć, na szczęście przestało mniej więcej po godzinie i dopiero wówczas mogłam zacząć podziwiać otoczenie. A pięknie tam było. Wszędzie wokół dominowała nasycona zieleń, od czasu do czasu mijaliśmy imponujące wapnienne skały. Na brzegach rzeki przycupnęło wiele maleńkich, bambusowych wiosek. To właśnie do nich płynęli moi współpasażerowie, dlatego co jakiś czas mieliśmy tam postoje, które rozpoczynały się wyładunkiem zwykle kilku worków albo kilkunastu innych tobołków. Po około trzech godzinach wszyscy wysiedli i zostałam tylko ja i pan łódkowy.

Czytaj dalej »

Pin It

  • RSS
  • Facebook
  • Flickr