Indonezja

Gili Gili

Selamat datang di Gili Trawangan*. Najpierw jest główna uliczka. Sklepiki. Restauracje. Mniejsze knajpki. W tej po prawej grają Boba Marleya. W tej po lewej Prodigy. Zlewa się to wszystko w jedną, nierozpoznawalną całość. Po bocznych uliczkach biegają kury, rankiem wszystkich wokół budzą przekrzykujące się nawzajem, choć czasem nieco zachrypnięte koguty. Z Gili kojarzy się jeszcze lazur wody, taki prawdziwie „pocztówkowy”. Plaża? Jest i owszem, ale wąska. Piasek brudny, wokół sporo śmieci i jeszcze więcej ludzi. Do wody wejść niełatwo, bo sporo kamieni, muszelek i szczątków pobliskiej rafy. W wodzie kolorowe rybki.

Ma ktoś ochotę na pizzę, spaghetti albo hamburgera? Proszę bardzo, dostępne wszędzie. Indonezyjski nasi goreng*** to już nie tak oczywista sprawa. Jest jeszcze piwo Bintang (min. 20 tys. rupii** za małą butelkę), koktajle wszelkiego typu i magiczne grzybki dla poszukujących dodatkowych wrażeń.

Selamat datang di Gili Meno. Główna uliczka to głównie piasek, boczne wyglądają tak samo, jak na większej wyspie. Kolor wody równie przepiękny, plaża tak samo nieciekawa. Różnice? Większy spokój i wyższe ceny. 20 tys. rupii już nie wystarczy na Bintanga.

Selamat datang di Gili Air? Nie, jakoś nie miałam ochoty sprawdzać, czy trzecia z indonezyjskich wysp Gili ma szansę mi się spodobać.

To po prostu miejsce nie dla mnie. Ale z czystym sumieniem mogę napisać, że byłam, widziałam i nie zamierzam tam nigdy wracać.

*Witamy na Gili Trawangan
** 20 tys. rupii = ok. 2,5 USD
*** Smażony ryż z warzywami i kurczakiem lub innymi dodatkami – najbardziej popularne indonezyjskie danie.

Gili Islands_Gili Trawangan_Gili Meno_ Indonesia, Lombok_1 Czytaj dalej »

Pin It

Mawun Beach

Ostatnio można mnie spotkać w Kucie na wyspie Lombok (nie mylić z Kutą balijską, bo to zupełnie inne miejsca). Przyjechałam „tak na 2-3 dni”, bo „przecież nie jestem wielką fanką plaż” i zostałam do dziś, czyli… właśnie mija 10 dzień;)

Prawdopodobnie potrzebowałam spokoju i bez problemu go tutaj znalazłam. Nic nie robię, poza tym, że jeżdżę na skuterze na wybraną plażę albo jakieś inne miejsce.

Najładniejszą plażą w okolicy jest bez wątpienia Mawun Beach. Woda ma tam odcień prawdziwego turkusu, piasek jest mięciutki tak jak być powienien, no i co najważniejsze, na tej wielkiej przestrzeni przebywa zazwyczaj może kilkanaście osób. Wszystko dlatego, że niełatwo tam dojechać. Droga wiedzie przez okoliczne wioski na przemian w górę i w dół. I żeby to była droga! Ale nie, to są takie dziury i przerwy w nawierzchni, o których nigdy mi się nie śniło. I do tego piasek. Sama jeszcze nie odważyłam się pokonać tej trasy.

Ale jak się już tam dojedzie, jest dokładnie tak, jak poniżej.

Mawun Beach near Kuta, Lombok, Indonesia. Czytaj dalej »

Pin It

Pola ryżowe Jatiluwih

„Jati” oznacza tyle, co „prawdziwie”, a „luwih” znaczy „wyjątkowe” i muszę powiedzieć, że tarasy ryżowe Jatiluwih to jedne z najładniejszych, jakie do tej pory miałam okazję zobaczyć.

Przekonywano mnie wprawdzie, że jeszcze ładniejsze będą za dwa miesiące, kiedy ryż dojrzeje i przepięknie się zazieleni, ale mi podobały się właśnie teraz. Zresztą sami zobaczcie.

Jatiluwih rice terrace, Bali, Indonesia, rice fields, asia Czytaj dalej »

Pin It

Sierpniowa tapeta na pulpit

Seaweed farmers from Nusa Lembongan. Indonesia, Bali. Travel photography, photos from Indonesia, nusa lembongan, beach, ania blazejewska, seaweed

Wyjątkowo tym razem zamieszczam tapetę z małym opóźnieniem. Miejsce i zdjęcie znane jest Wam z bloga, bo to jedna z fotografii z serii „Wodorostowi farmerzy z Nusa Lembongan”.

Tapetę jak zwykle przygotowałam w trzech najpopularniejszych rozdzielczościach Waszych monitorów, czyli:

1280×800

1680×1050

1920×1200

Poza tym ponownie pozdrawiam z Ubud!

Pin It

Wodorostowi farmerzy z Nusa Lembongan

Na brzegu zbierają się kobiety i mężczyźni z przygotowanymi uprzednio bambusowymi koszami. Potem powoli wypływają w morze na swoich maleńkich łódkach. Tak, to bez wątpienia odpływ, bo właśnie wtedy wodorostowi farmerzy wyruszają na swoje morskie poletka. Woda sięga im wówczas zaledwie do bioder, więc brodząc w niej, zbierają wodorosty.

Potem oddzielą dojrzałe od tych zupełnie młodych. Te ostatnie wrócą na pole, aby dojrzeć. Zostaną nawleczone na sznurki i przyczepione do niewysokich pali wbitych w dno morza. Pozostała część wyschnie w słońcu, aż w końcu trafi do lokalnego skupu, a potem najczęściej do producentów kosmetyków.

Uprawa wodorostów stanowi główny dochód mieszkańców Nusa Lembongan i zajmują się nią prawie wszystkie rodziny. Jedna osoba w ciągu miesiąca jest w stanie zarobić ok. 800.000 tys. indonezyjskich rupii, czyli ok. 95 dolarów).
Czy to dużo?

– Nie… To nie wystarcza. – opowiada mi Ketut, który od lat próbuje się utrzymać z połowu wodorostów. – Obliczyłem niedawno, że aby utrzymać moją 5-osobową rodzinę potrzebowałbym min. 100.000 rupii dziennie.

Też próbuję to sobie obliczyć. I nie chce wyjść inaczej – nawet, jeśli zarówno Ketut i jego żona będą zbierali wodorosty, są w stanie zarobić jedynie 1,5 – 1,6 mln rupii, co wystarczy im jedynie na połowę miesiąca. Co z drugą połową? Ketut nie odpowiedział na moje pytanie, a jedynie wzruszył ramionami.

Dlaczego nie są w stanie się utrzymać?
Bo na wyspie nic nie rośnie, oprócz palm kokosowych.
– Wszystko musimy kupować. – mówi Ketut. – Codziennie przypływa łódka z Bali i zaopatruje nas w warzywa, ryż, a nawet wodę, bo miejscowa jest zbyt słona, aby mogła nadawać się do spożycia.

Kilka miesięcy temu Ketut wybudował dwa drewniane domki, w których mogą zatrzymać się turyści. Niedaleko plaży otworzył warung, w którym można zjeść m. in. pysznego tuńczyka. Jego rodzinie zaczyna powodzić się teraz o wiele lepiej, niż to bywało jeszcze rok temu.

p. s. gdyby ktoś był zainteresowany kontaktem do Ketuta, mam jedynie nr telefonu, bo Ketut nie posiada ani strony internetowej, ani nawet e-maila.

Seaweed farmers from Nusa Lembongan. Indonesia, Bali. Travel photography, photos from Indonesia, nusa lembongan, beach, ania blazejewska, seaweedNusa Lembongan. Zbieraczka wodorostów.
Czytaj dalej »

Pin It

Pozdrowienia z Bali

No cóż….
Zaniedbałam bloga całkowicie, bo to albo zupełnie nie byłam w nastroju, albo w nastroju może i byłam, ale czasu nie miałam, żeby ze spokojem usiąść, albo miałam i nastrój i czas, ale nie było internetu.

Mam nadzieję to wszystko niebawem nadrobić:) Może jeszcze dzisiaj uda mi się przygotować coś dłuższego.
Tymczasem jestem w Ubud na Bali, mieszkam u balijskiej rodziny i być może spędzę tu trochę czasu. Jak długo tu zostanę, nie wiem, bo zupełnie nie chce mi się niczego planować.

Pozdrawiam!

Ramajana Dance, Ubud, Bali. Indonesia. ania Blazejewska, Travel photos Indonezja, Ubud. Ramajana Dance – jedno z lokalnych przedstawień.

Pin It

  • RSS
  • Facebook
  • Flickr