Bundi

Zdjęcie na niedzielę: Praczka z Bundi

Najpierw spotkałam jej tatę, właściciela rodzinnej pralni. Ta ich pralnia była zupełnie maleńka, taka z rodzaju tych przydrożnych, składających się zaledwie z jednego pomieszczenia mieszkalnego wielkości kilku metrów kwadratowych i tarasu, który funkcjonował jako miejsce, gdzie prano, prasowano i wykonywano wszystkie czynności związane z czyszczeniem odzieży.

Kiedy przyniosłam odbitkę zdjęcia ojca dziewczyny, jedynie ją zastałam na miejscu. Rozmawiałyśmy jakoś tak na migi, w wyniku czego zrozumiałam, że:

  • podoba jej się zdjęcie taty,
  • też chciałaby takie.

No to zrobiłam.

Wieczorem przyniosłam zdjęcie dziewczynie licząc na jej ponowny zachwyt, ale nie… Była rozczarowana, niezadowolona, nieszczęśliwa, zdruzgotana może nawet. Wszystko z powodu zdjęcia. Próbowała mi wytłumaczyć, co jest z nim nie tak, ale to zdecydowanie wykraczało poza możliwości rozmowy odbywanej przy pomocy rąk. W końcu młody chłopak przechodzący ulicą wyjaśnił mi wszystko. Okazało się, że dziewczynie tak bardzo nie podoba się fotografia, bo… ma na niej zbyt ciemną twarz. Ona wolałaby, żeby na zdjęciu twarz była biała, a nie brązowa.

Tylko tyle i aż tyle.

Pin It

Bundi

Pierwsze godziny w Bundi były trochę rozczarowujące. Prawdopodobnie byłam zbyt zmęczona, żeby w pełni docenić urok tego leniwego miasteczka, w którym mnóstwo niebieskich domów i starych pałaców, bo potem zyskiwało ono coraz bardziej, a na koniec szkoda było wyjeżdżać rzecz jasna…

Pin It

  • RSS
  • Facebook
  • Flickr