Rajasthan

Portret z pustyni Thar

India_Rajasthan_portrait, DSC_0265

India_Rajasthan_portrait, DSC_0265 Mieszka w małej glinianej chatce wraz z Księżniczką z pustyni Thar i Pustynną fryzjerką. Na początku dość niechętnie podeszła do pomysłu zdjęć, ale chwilę później zgodziła się pozując z subtelnym uśmiechem na twarzy. I pomyśleć, że o mały włos zapomniałam o tej fotografii. Znalazłam ją dopiero jakiś czas temu przy okazji zdjęciowych porządków i przypomniało mi się, jak bardzo ją lubię.

Pin It

Grudniowa tapeta na pulpit

DSC_0884_tapeta_na_pulpit_Indie_Udaipur

DSC_0884_tapeta_na_pulpit_Indie_Udaipur

Pierwszy dzień grudnia, zatem na blogu dostępna jest już grudniowa tapeta, tym razem o dziwo bez żadnych opóźnień;)
Dzisiaj dla odmiany Indie i miejsce przez wielu z Was znane i lubiane.
Wiecie, gdzie to, prawda?

Podpowiedź: podobno najbardziej romantyczne miasto Indii.

A na pewno jedno z moich ulubionych:)

Poniżej dostępne rozdzielczości:

1280×800

1366×768

1680×1050

1920×1200

Przyjemności!

Pin It

Check out Rajasthan!

01

Raz jeszcze przygotowałam materiał tekstowo-fotograficzny dla włoskiego pisma „check-out”. I ponownie moja fotografia znalazła się na okładce:)

Tym razem na łamach pisma pojawiły się moje ukochane Indie i kolory Radżastanu.

Czytaj dalej »

Pin It

Zdjęcie na niedzielę: Praczka z Bundi

Najpierw spotkałam jej tatę, właściciela rodzinnej pralni. Ta ich pralnia była zupełnie maleńka, taka z rodzaju tych przydrożnych, składających się zaledwie z jednego pomieszczenia mieszkalnego wielkości kilku metrów kwadratowych i tarasu, który funkcjonował jako miejsce, gdzie prano, prasowano i wykonywano wszystkie czynności związane z czyszczeniem odzieży.

Kiedy przyniosłam odbitkę zdjęcia ojca dziewczyny, jedynie ją zastałam na miejscu. Rozmawiałyśmy jakoś tak na migi, w wyniku czego zrozumiałam, że:

  • podoba jej się zdjęcie taty,
  • też chciałaby takie.

No to zrobiłam.

Wieczorem przyniosłam zdjęcie dziewczynie licząc na jej ponowny zachwyt, ale nie… Była rozczarowana, niezadowolona, nieszczęśliwa, zdruzgotana może nawet. Wszystko z powodu zdjęcia. Próbowała mi wytłumaczyć, co jest z nim nie tak, ale to zdecydowanie wykraczało poza możliwości rozmowy odbywanej przy pomocy rąk. W końcu młody chłopak przechodzący ulicą wyjaśnił mi wszystko. Okazało się, że dziewczynie tak bardzo nie podoba się fotografia, bo… ma na niej zbyt ciemną twarz. Ona wolałaby, żeby na zdjęciu twarz była biała, a nie brązowa.

Tylko tyle i aż tyle.

Pin It

Sadhu


Sadhu to hinduski święty mąż i jednocześnie wędrowny asceta, którego spotkać można na ulicach wielu indyjskich miast i miasteczek. Słowo „sadhu” w sanskrycie oznacza „dobrego człowieka”, czyli w tym znaczeniu takiego, który zrezygnował z przyjemności i zdecydował się na życie w samotności koncentrując się na swoim rozwoju duchowym. To dlatego owi mężczyźni najczęściej zakładają szaty w kolorze ochry symbolizującym wyrzeczenie się.

Tyle przynajmniej mówi teoria. W praktyce wielu sadhu, których spotyka się na ulicach, to jedynie osoby pragnące zarobić kilka rupii pozując turystom do zdjęć. Często to po prostu zwykli przebierańcy, których potem można zobaczyć na wielu zdjęciach przywiezionych z Indii czy Nepalu.

Tego sadhu spotkałam na jednej z uliczek w Puskharze. Jego stopy wyglądały tak, jakby przeszedł dziesiątki kilometrów.
Czy był „prawdziwy”?
Nie wiem.

Pin It

W Pushkarze czyli tam, gdzie święte jezioro

Odsłona 1. Znajduję słynne święte jezioro. Nie mija nawet minuta, kiedy pojawia się kapłan proponujący odprawienie puji, czyli złożenie swego rodzaju hinduskiej ofiary. Zastanawiam się, czy faktycznie jest kapłanem, czy jedynie się pod niego podszywa, bo to podobno bardzo popularny proceder w Pushkarze. Nie sprawdzam, nie dostaję czerwonej nitki do noszenia na nadgarstku, nie płacę za puję, więc kapłan się na mnie obraża i mruczy coś średnio ciekawego pod nosem. Takich jak on spotykam na każdym kroku. Średnio co 10 – 15 minut wliczając w to panów proponujących mi wrzucenie kwiatków do jeziora.

Odsłona 2. Kiedy schodzę do jeziora, widzę napisy „NO PHOTOGRAPHY”. Załamuję się. Potem na szczęście okazuje się, że w rzeczywistości zakazy dotyczą tylko niektórych miejsc.

Odsłona 3. Ghaty, czyli schody wiodące do świętego jeziora, są brudne. Zresztą „brudne” to słowo, które nie do końca oddaje rzeczywistość. Dodatkowo są tak bardzo nagrzane od słońca, że nie sposób na nich stanąć gołą stopą. A tylko gołą stopą stanąć można. Odczuwam nawet różnicę w temperaturze pomiędzy kamieniami w kolorze piaskowym i tymi bardziej czerwonymi. Czerwone są jeszcze cieplejsze! Takich ghatów wokół jeziora jest dokładnie 52.

Odsłona 4. Siadam. Wokół mnie mnóstwo pielgrzymów, którzy przybyli w to jedno z najświętszych miejsc dla wyznawców hinduizmu. Kąpią się w wodzie, składają ofiary, gra fajna muzyka. Miejsce nieporównywalne do żadnego innego. Ale też żadne inne jezioro nie powstało z kwiata lotosu rzuconego na ziemię przez Brahmę. Zresztą nazwa „Pushkar” znaczy w sanskrycie właśnie tyle co „niebieski kwiat lotosu”.

Odsłona 5. Zachód słońca. Czas ostatnich kąpieli i powrotu do swoich domów, hoteli i innych przybytków. W wodzie pluskają się również psy. Dopiero teraz, kiedy temperatura nieco spadła, mają siłę na jakąkolwiek aktywność.

Odsłona 6. Poranek. Spotykam panów suszących na słońcu swoje turbany i zachwycam się barwami. Nieopodal krowy dostają swoją codzienną porcję chapati.

Odsłona 7. W południe mam ochotę na małe zakupy, bo sklepów i straganów tu całe setki, ale uciekam do hotelu. Za gorąco.

Odsłona 8. Wieczorem spotykam wielką grupę pielgrzymów z okolic Jaisalmeru. Kolory sari sprawiają, że przystaję i robię zdjęcia. Kobiety wołają mnie do siebie i tak zaczyna się swego rodzaju sesja foto.

Odsłona 9. Kupuję płytę z muzyką, która słyszałam przy ghatach, a potem jej słucham wieczorem. Jeśli macie ochotę, też możecie posłuchać (z góry uprzedzam, że kawałek jest baaardzo długi):


Sadhu wieczorową porą.

Czytaj dalej »

Pin It

  • RSS
  • Facebook
  • Flickr