Aktualności

Zmiany, zmiany, zmiany

Filipiny_Kalinga_usmiech, DSC_0588

Wszyscy już pewnie zauważyli, że bloga zaniebałam maksymalnie. Zaniedbywałam coraz częściej, aż w końcu zorientowałam się, że ostatni wpis (o zgrozo!) opublikowałam tutaj całe siedem miesięcy temu. Przepraszam… Tłumaczy mnie jedynie fakt, że w dużej mierze do całej sytuacji przyczynił się mój blog wAzji.pl pisany z Filipin i innych zakątków Azji.

Długo zastanawiałam się, co z tym wszystkim zrobić i jaka przyszłość czeka Orientacyjnie.pl, aż w końcu doszłam do wniosku, że pisanie dwóch blogów o podobnej tematyce i w tym samym języku nie ma sensu. Nie mam też na to czasu, co jest nawet bardziej istotne. Dlatego na Orientacyjnie.pl nie pojawią się już żadne wpisy, a sam fotoblog funkcjonował będzie w wersji angielskiej, ale dopiero wtedy, kiedy przebuduję moją stronę fotograficzną (zakładam, że uda się to w ciągu najbliższych 2 m-cy). Mam nadzieję, że to będzie dobra docelowo decyzja i że mi to wybaczycie. Tych z Was, którzy mają ochotę oglądać moje zdjęcia, zapraszam na wAzji.pl, tam z pewnością ich nie zabraknie, a i same wpisy pojawiać będą się w miarę regularnie.

Na wAzji.pl przeniesiona zostanie też część wpisów z Orientacyjnie, tych stricte podróżniczych, zatem osoby, które będą miały okazję przeczytać te wpisy po raz 2., uprzejmie prosi się o zrozumienie. To chyba tyle w skrócie.

Dziękuję Wam za wszystkie odwiedziny, komentarze i miłe słowa, które długo mobilizowały mnie, aby ten blog był jeszcze lepszy i lepszy:)

Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i mam nadzieję, że do zobaczenia wkrótce na wAzji.pl albo… gdzieś w samej Azji;)

Pin It

Pani Akha w Etno butiku

for. Sławek Pliszka

fot. Sławek Pliszka

Pamiętacie zdjęcie Pani Akha?

Z prawdziwą przyjemnością piszę, że ta jedna z moich ulubionych fotografii ozdabia od niedawna ścianę nowo otwartego Etno-butiku Etnikany usytuowanego w Warszawie przy ulicy Emilii Plater 9/11 (między Wilczą a Hożą).

Etno-butik polecam i żałuję tylko, że sama nie będę go mogła odwiedzić w najbliższym czasie:( Ale Wy zajrzyjcie, bo naprawdę warto!

Pin It

Blog Roku 2011

blog roku 2011

blog roku 2011

Zastanawiałam się, co dokładnie napisać w tym poście i jakie wzruszające historie tu przytoczyć, aby zmobilizować Was do głosowania na mnie w konkursie na blog Roku 2011, ale nie zrobię tego, bo mam nadzieję, że te osoby, które mój blog sobie cenią i lubią tu zaglądać i tak zagłosują właśnie na Orientacyjnie.pl;)

W skrócie zatem: głosowanie zaczęło się już dziś. Wszystko, co wystarczy zrobić, to wysłać SMS na numer 7122 w treści podając F00205 (koszt 1,23 zł brutto, a „0” to zera w numerze, a nie litery).

Jeśli więc lubicie Orientacyjnie.pl, zapraszam zarówno Was i Waszych znajomych do oddania swojego głosu jeszcze dzisiaj:) Sprawicie mi tym naprawdę porządną radość!

Dziękuję:))))

Pin It

Rok 2011

Seaweed farmers from Nusa Lembongan. Indonesia, Bali. Travel photography, photos from Indonesia, nusa lembongan, beach, ania blazejewska, seaweed

To był… ciekawy rok. Nie napiszę, że dobry, bo i bywały już lepsze, ale nie był to też rok zupełnie zły. Był to rok przypadków i niespodziewanych zwrotów akcji.

Dużo się działo!

Przypadkiem się wszystko zaczęło – miałam okazję podziwiać fajerwerki nad stambulskimi meczetami z dachu jednego z hoteli, bo choć Sylwestra planowałam spędzić na pokładzie samolotu Turkish Airlines na trasie Stambuł – Muscat, to wskutek małej pomyłki samolot do Stambułu zdążył opuścić berlińskie lotnisko zanim ja tam dotarłam. Wówczas narodził się pomysł, żeby w tej sytuacji polecieć do Turcji, a do Omanu wybrać się następnym samolotem, czyli za kolejne dwa dni. Tylko dzięki temu zobaczyłam Stambuł, a teraz wiem, że to moje ukochane miasto.

Policzyłam i wychodzi mi, że w 2011 roku byłam w 7 krajach nie licząc jednodniowego przejazdu przez Niemcy i Holandię w drodze na amsterdamskie lotnisko. I ciężko mi wybrać, gdzie podobało mi się najbardziej, bo Indie uwielbiam, dobrze mi jest w Indonezji, zachwyca mnie omańska gościnność i różnorodność Malezji.

Rok 2011 obfitował w wydarzenia, zarówno te dobre i te złe:

– piłam dobrą czarną kawę i jadłam pyszne daktyle u omańskiej rodziny w górskiej wiosce Al-Hamra,

– o mały włos kupiłam małe koźlątko na targu bydła w Nizwa,

– w Omanie brano mnie za żonę Araba, a w Indiach za hinduskę z Bombaju,

– podziwiałam wschód słońca na omańskiej pustyni Wahiba Sands i jego zachód na radżastańskiej pustyni Thar,

– utknęłam w samochodzie w pustynnym piasku,

– planowałam odwiedzić Iran, ale nie dostałam wizy i zamiast tego poleciałam do Indii,

– grzałam skórę w temperaturze oscylującej wokół 42 – 45 stopni Celsjusza podczas lata w Radżastanie, a potem chłodziłam się w balijskim Bedugul i na plantacjach herbaty w Cameron Highlands,

– odwiedziłam wróżbitę w Jodhpurze i dowiedziałam się, że jestem szczęśliwa, pożyję długo, a w dalekiej przyszłości będę bogata,

– spakowałam dom i przeprowadziłam nas i zwierzaki na Filipiny, a potem od pierwszych chwil po wylądowaniu w Manili wiedziałam, że nie będzie mi tam dobrze. I nie pomyliłam się,

– dwa miesiące spędziłam na Bali i Lomboku zastanawiając się, co zrobić dalej ze swoim życiem,

– dzięki Agungowi z Ubud nauczyłam się jeździć na skuterze i jeździłam – na początku nieśmiało, a później z pełnym luzem, wiatrem we włosach i w klapkach na nogach i tak bardzo mi się to spodobało, że planuję sobie kupić w końcu swój własny,

– poławiałam wodorosty z mieszkańcami Nusa Lembongan,

– zajadałam się nasi lemak w malezyjskim Georgetown i gado-gado w Indonezji,

– podziwiałam kolorowe rybki na wyspach Gili, a potem w okolicy kilku wysp filipińskich,

– odszedł mój kochany stary pies,

– zakochałam się w wyspach Batanes, czyli irlandzkim i jednocześnie najmniej filipińskim wydaniu Filipin,

– zachwycałam się chińskimi świątyniami w Malezji i mam ochotę na więcej podobnych klimatów, dlatego niebawem odwiedzę Hongkong,

– poznałam wielu wspaniałych ludzi, których ciężko było mi potem pożegnać zarówno jeszcze w Polsce, jak i wszędzie tam, gdzie ich spotkałam. I już teraz wiem, że równie niełatwo będzie mi pożegnać się z nowymi, polskimi przyjaciółmi z Manili.

Robiłam zdjęcia, dużo zdjęć, z których poniższe należą do moich ulubionych:



Ulubione z 2011 roku – Images by Ania Blazejewska

Na rok 2012 standardowo już mam więcej planów niż możliwości ich zrealizowania. W pierwszych miesiącach czekają mnie kolejne małe zmiany w życiu, potem planuję wyjechać do Birmy i południowych Indii i mam wielką nadzieję, że nic niespodziewanego nie stanie temu na przeszkodzie. A jeszcze później? Kto wie;)

Tymczasem i sobie i Wam życzę, aby ten Nowy Rok przyniósł wszystko to, o czym sobie marzycie i aby był lepszy niż ten poprzedni!

Pin It

O psie, który leciał samolotem

Borys

Miał mały czarny nosek i oczy jak dwa węgielki.
Z tymi oczami to nie taka oczywista sprawa, bo czasem był podejrzewany o ich brak. Dawno, dawno temu pewien na oko 3-4 letni chłopiec z Poznania spojrzawszy na Borysa stwierdził: „Uszka ma, łapki ma, ale oczków nie ma”, więc gwoli wyjaśnienia piszę, że wszystko miał w komplecie. Bo były jeszcze długie puszyste uszy i łapki, na których skakał tak wysoko, że trzeba było zabezpieczyć przed śladami psich łap przestrzeń wokół drzwi.

Czytaj dalej »

Pin It

Zdjęcie z północnego Laosu w the Newsletter IIAS

Df8OBk-IIAS_NL58_31_1

Ostatnio jedno z moich zdjęć z Nong Khiaw w północnym Laosie opublikowano w „the Newsletter” wydawanym przez holenderski International Institute for Asian Studies. Zainteresowanych treścią odsyłam do artykułu.

Pin It

  • RSS
  • Facebook
  • Flickr