Pustynna fryzjerka


Przy okazji wpisu o „Księżniczce z pustyni Thar” wspomniałam, że był taki moment, kiedy pozwoliłam się uczesać.
Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić moją małą pustynną fryzjerkę.

Cieszyła się jak tylko dziecko cieszyć się potrafi, kiedy pozwoliłam jej pobawić się moimi włosami. Wprawdzie mój Krzych prawie dostał zawału w momencie, kiedy zobaczył, że mała zaczęła mnie czesać swoim własnym grzebieniem, ale jak się okazuje, nie było to problematyczne, bo do dzisiaj mam się dobrze:) Tymczasem moja fryzjerka uczesała mnie w cieńki warkoczyk, dokładnie taki, jaki miała sama (na zdjęciu niestety nie widać) i była nieprawdopodobnie szczęśliwa, że zaczęłyśmy być do siebie podobne:).

A potem była herbata i zrobiło się jeszcze przyjemniej. Bardzo miło wspominam to szczególnie gorące pustynne popołudnie…

Pin It

4 Komentarzy

  1. Faktycznie, szczęście od fryzjerki wprost bije! No i uczes jak na jej fach przystało ma również oryginalny ;) Nawet o „dodatkach” nie zapomniała. Że warkoczyka nie widać, to nic – łatwo go sobie wyobrazić, wiem o co chodzi… Krzychowi się nie dziwię; sam byłem w podobnej sytuacji gdy znajoma zawitała do takiegoż zakładu – ponoć minę miałem nietęgą, ale również wszystko skończyło się ok.
    Jak pisałem, zazdroszczę takich spontanicznych spotkań i już nie mogę doczekać się swojego wyjazdu…
    Pozdrawiam serdecznie :)

    13th Maj 2011 at 00:49

  2. Młoda była fenomenalna i tak się cieszyła, że aż miło było popatrzeć:)
    A przypomnij mi, kiedy dokładnie Twój wyjazd? Dobrze pamiętam, że jakoś tak na początku jesieni?
    Miłego wieczoru!

    17th Maj 2011 at 18:28

    • Tak dokładnie, to choćbym chciał – nie potrafię określić. Na pewno w drugiej połowie pażdziernika wyjazd do Turcji, a potem… to już tylko Opatrzność(?) Planowałem Iran i (lub ewentualnie) odwiedziny u znajomych w okolicy Tejen (Turkmenistan). Ale to chyba na dzień dzisiejszy mało prawdopodobny scenariusz. (wizy!). Za bardzo się nie przejmuję, nigdy nic do końca nie planowałem,a jakoś niemal zawsze zadowolony byłem :-) Nawet przecież i roku by nie starczyło, by samą Turcję choć w pigułce łyknąć, a co dopiero poznać…

      18th Maj 2011 at 00:11

      • Dlaczego nieprawdopodobny scenariusz? To, że ja nie dostałam żadnej odpowiedzi w sprawie wizy, jeszcze nie oznacza, że ich nie wydają. Pewnie gorzej z Turkmenistanem, ale prawdopodobnie i to da sie załatwić:)
        A nawet jesli nie, to Turcja w sama w sobie jest tak wielka, że jak sam mówisz – roku by nie wystarczyło;) Mnie bardzo ciagnęło we wschodnie rejony, ale to nie w najbliższym czasie.

        18th Maj 2011 at 07:02

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

  • RSS
  • Facebook
  • Flickr